Monika Brand

Monika Brand z wortalu e-teatr.pl o nominacjach do Sztormu Roku 2010

Gazeta Wyborcza - Trójmiasto nr 11,, 2011-01-15

Na morzu trójmiejskiej kultury, a dokładnie - teatru, w 2010 roku zdarzyły się, moim zdaniem, dwa sztormy. Oba w Gdyni - pisze Monika Brand w Gazecie wyborczej - Trójmiasto.
Gdyby to ode mnie zależało, nagrodę Sztorm Roku w kategorii teatru otrzymaliby ex aequo reżyserzy Grażyna Kania i Wojciech Kościelniak. Dzięki nim, dostaliśmy w ubiegłym roku dwa świetne - nowoczesne i poruszające - spektakle. Tak się złożyło, że oba w Gdyni. I oba o trudnych uczuciach, niemożliwych do spełnienia.
W Teatrze Muzycznym Wojciech Kościelniak wystawił "Lalkę" wg powieści Bolesława Prusa z 1887 roku, a w Teatrze Miejskim Grażyna Kania - "Lilioma", dramat Ferenca Molnara z 1909 roku. Teksty, wydawałoby się - ramoty. Nic z tych rzeczy. W Gdyni zaserwowano nam jak najbardziej współczesny teatr.
"Lalka" Kościelniaka, to dla mnie musical doskonały - wszystkie elementy współgrają tu z sobą - temat (reżyser położył nacisk na sferę uczuć, targających Wokulskiego i Łęcką, eksponując ich ponadczasowość, co ma swe odbicie w scenografii), muzyka (dixielandowe brzmienia Piotra Dziubka), dowcipna choreografia (mechaniczny ruch aktorów-marionetek), pogłębione aktorstwo, dalekie od powierzchownej gry, znanej z teatrów muzycznych (brawo dla Wokulskiego Rafała Ostrowskiego i Łęckiej Reni Gosławskiej!). "Lalka" to melanż melancholijnego retro i nowoczesnego teatru muzycznego, którego Kościelniak od lat jest głównym sprawcą. Jeśli nie dostanie Sztormu, to może Paszport Polityki? Oby.
O potężnej sile miłości, wobec której - jak Wokulski - staje też bezradny Liliom, bohater węgierskiej sztuki, opowiedziała Grażyna Kania. A tą świetną tytułową rolą, poprowadzoną na kontrze do wcześniejszych, pożegnał się z gdyńską publicznością Dariusz Siastacz. Kania uruchomiła nowe aktorskie pokłady nie tylko u Siastacza, ale i u całej 10-osobowej obsady spektaklu. Dzięki niej gdyński zespół odżył i pokazał, że stać go naprawdę na wiele. Jednak "Liliom" to spektakl nie tylko o uczuciu, które przerasta bohaterów; przede wszystkim, to bolesna diagnoza społeczeństwa w czasach kryzysu. Bezrobocie, bieda, wykluczenie, wreszcie samobójstwo. Po "Liliomie" [na zdjęciu] ciężko było zasnąć. Szkoda, że to przejmujące przedstawienie, wnoszące świeży oddech w zatęchłe mury Miejskiego, praktycznie zeszło z afisza.

Zobacz źródło ››