Katarzyna Fryc

Jesteśmy na wczasach

Gazeta Wyborcza Trójmiasto, 2017-07-11

Artyści Teatru Miejskiego w Gdyni pod okiem reżysera Jarosława Kiliana (który przed trzema laty w Orłowie wyreżyserował "Jeszcze bardziej zieloną gęś" z tekstami Gałczyńskiego) co prawda nie wnieśli do tekstów Młynarskiego nic szczególnie odkrywczego, ale za to zinterpretowali je z wdziękiem i humorem. Zważywszy, że nie wszyscy aktorzy tej sceny jednakowo dobrze czują się w piosence, świetnie się stało, że wszyscy mają swoje pięć minut na scenie w numerach zbiorowych. W kwestii piosenek wykonywanych solo reżyser postawił na sprawdzonego konia - Bogdana Smagackiego, absolwenta Wydziału Wokalnego Akademii Muzycznej w Gdańsku, który wokalnie jest filarem męskiej części tego zespołu. W spektaklu "Jesteśmy na wczasach...", w dużej mierze opartym o utwory w jego wykonaniu, Smagacki (sceniczny Wojtek) z jednej strony staje się kimś w rodzaju everymana, bohatera piosenek Młynarskiego, a z drugiej - alter ego autora.
Z kolei Maciej Wizner, nieobdarzony tak mocnym głosem jak Smagacki, świetnie poradził sobie z piosenką "Sytuacja", z której z wdziękiem i nerwem uczynił aktorską miniaturę. Wśród pań swoje pięć minut miała Dorota Lulka, nieźle zaprezentowały się Beata Buczek-Żarnecka (choć zasługuje na popisowy solowy numer) i Agnieszka Bała. Nowe, jazzujące aranżacje piosenek Młynarskiego to zasługa kwartetu pod kierunkiem Piotra Salabera.

Za scenografię (również autorstwa Jarosława Kiliana) wystarcza sześć plażowych koszy, które pełnią funkcję i ruchomej dekoracji, i kulis. Wyjątków od tej reguły jest niewiele, a najciekawszym z nich jest pomysł na latające wrony, które towarzyszą Maciejowi Sykale i uroczej piosence "Lubię wrony".
Na tle niebieskiego morza i nieba biją po oczach pstrokato kolorowe kostiumy wystrojonych wczasowiczów, stylizowane na peerelowski design, autorstwa Sabiny Czupryńskiej.
Ponoć nie ma w Polsce nikogo, kto nie znałby Młynarskiego. Więc skoro przedstawiać go nikomu nie trzeba, specjalne rekomendacje dla koncertu jego piosenek też wydają się zbyteczne. Warto pójść. Absolutnie.

Zobacz źródło ››