Jan Bończa Szabłowski

Powrót Haliny Winiarskiej w wielkim stylu

Rzeczpospolita, 2004-12-12

Można się dziwić, dlaczego Jacek Bunsch sięgając po "Wizytę starszej pani" wystawił ją w teatrze, a nie na dworcu. Dlaczego Klarze Zachanassian nie nadał wyglądu Marilyn Mansona, dwóm okaleczonym krzywoprzysięzcom Kobiemu i Lobiemu nie kazał paradować jedynie w stringach, a mężom głównej bohaterki nie nadał cech przedstawicieli trzeciej płci. To przecież byłoby trendy.
Widocznie Bunsch, przedstawiciel średniego pokolenia twórców uznał, że wystawiając najsławniejszy dramat Dürrenmatta warto zaufać autorowi, uwierzyć w wyobraźnię widza, a przede wszystkim - magię teatru.
"Wizyta starszej pani" nabrała dziś niepokojąco aktualnych znaczeń. Ten właśnie utwór, jak rzadko który, ukazuje z całą mocą mechanizmy samozakłamania, skrywane za fasadą wzniosłych frazesów. Główna bohaterka, Klara Zachanassian jest przekonana, że w dzisiejszym świecie wszystko jest kwestią ceny. I wszystko wskazuje na to, że ma rację. Zabójstwo w imię swoiście pojętej sprawiedliwości nagrodzone miliardem dolarów na początku wzbudza zgorszenie, z czasem jednak staje się dla mieszkańców miasteczka propozycją, której trudno się oprzeć. "Pokusa zbyt wielka, a bieda, której doświadczają na co dzień, zbyt gorzka", zdają się mówić usprawiedliwiając swą zgodę na zaskakują propozycję Klary.
Spektakl Jacka Bunscha to przede wszystkim lekcja świetnego teatru. Ogląda się go w skupieniu, niekiedy wręcz z zapartym tchem. Decyduje o tym cały zespół aktorski, a przede wszystkim Halina Winiarska. Przez lata wielka gwiazda Teatru Wybrzeże świeci w tym przedstawieniu pełnią blasku swego talentu.
Klara Winiarskiej jest kobietą dumną, lecz nie patetyczną. Wraca do miejsca, gdzie pozostawiła człowieka, który ją zranił i zdeptał jej miłość. Doświadczyła przez niego bólu i upokorzenia. Do dziś jednak okazuje się, że był on jedynym mężczyzną, którego naprawdę kochała i nadal darzy miłością. Innych uważa za marionetki, które zgodzą się na wszystko za odpowiednią sumę. Klara Winiarskiej nie traktuje ich z pogardą, bo wie, że człowiek jest z natury słaby.
Jednym z wielu atutów tego spektaklu jest jego prostota. Ogląda się je jak zgrabne połączenie powieści grozy i dramatu psychologicznego. Nastrój niesamowitości buduje muzyka Richarda Wagnera. Zwracają uwagę piękne kostiumy Anny i Tadeusza Smolickich.
Dürrenmatt wielokrotnie ośmieszał propozycje naprawy świata, nie wierzył, że człowieka da się zmienić. Nie taił jednak, że ze światem pozbawionym moralności pogodzić się trudno. Choćby dlatego jego "Wizyta starszej pani" wciąż pozostaje aktualna.