Katarzyna Fryc

A ja wbita w fotel

Gazeta Wybrocza, 2004-11-29

Debiutujący w Gdyni Jacek Bunsch, reżyser premierowego spektaklu "Wizyta starszej pani" w Teatrze Miejskim, zaprezentował się jako inscenizator zdolny przygwoździć widza do fotela na ponad dwie godziny.

Piątkowa premiera w Teatrze Miejskim im. W. Gombrowicza była ważnym sprawdzianem dla nowego dyrektora placówki. Jacek Bunsch jest nim od 1 września, a "Wizyta starszej pani" według tekstu Friedricha Dürrenmatta to jego pierwsza realizacja w Gdyni. Wybrał ten tytuł, bo – jak mówi – tekst, który powstał przed półwieczem w dzisiejszym świecie zdominowanym przez mamonę wybrzmiewa szczególnie donośnie.

Po piątkowej premierze jestem przekonana, że wybór tekstu miał więcej przyczyn: dramat Dürrenmatta daje inscenizatorowi duże pole do popisu, chętnie poddaje się zmianom, a przede wszystkim opiera się na świetnie skonstruowanych dwóch rolach głównych. Jeśli ma się w obsadzie takich mistrzów, jak Halina Winiarska i niczym nie ustępujący jej w kunszcie Stefan Iżyłowski, sukces gotowy.

Para doskonała
Halinie Winiarskiej, tytułowej Klarze Zachanassian, publiczność zgotowała gorące powitanie. Aplauzem przyjęto jej udział w gdyńskim spektaklu, ale jak się domyślam – przede wszystkim powrót na scenę, na której nie gościła już parę lat. Wróciła wspaniałą rolą skrzywdzonej przed laty dziewczyny z miasteczka Güllen, która teraz odwiedza rodzinne strony jako miliarderka. Przywozi do Güllen nie tylko swoje wspomnienia i miliardy, ale także pielęgnowane przez lata urazy i pragnienie zemsty na człowieku, który kiedyś złamał jej życie. To Alfred Ill (Stefan Iżyłowski), który w młodości uwiódł Klarę, by potem porzucić ją z dzieckiem. Dziś jest szanowanym sklepikarzem, wkrótce ma zostać burmistrzem Güllen. Wizyta Klary obnaża jego przeszłość. Ale jej wizyta burzy też poukładany świat mieszkańców zubożałego miasteczka: głodnych dobrobytu, skłonnych złamać wiele zasad dla namiastki luksusu, przez nich utożsamianego z sukcesem.

Stefan Iżyłowski jako Alfred Ill dał nam portret człowieka zaszczutego, nad którym – niczym w tragedii antycznej – zawisło fatum jako odkupienie dawnych win. Niewiele może zrobić – jego działania mogą ocalić już tylko jego godność. Wspaniała rola tragiczna – człowiek, który kiedyś szkrzywdził Klarę, teraz staje się świadomym swego położenia kozłem ofiarnym.

W inscenizacji Bunscha miasteczko Güllen chwilami przypomina świat z prozy Edgara Allana Poego – mroczno tu i wieje grozą, a muzyka Ryszarda Wagnera jeszcze potęguje to odczucie. W rezultacie widz ogląda połączenie kryminału, powieści grozy i dramatu psychologicznego. Efekt – śledzi tę historię jak film akcji, nie mogąc oderwać oczu od sceny.

Przednia galeria
"Wizytą starszej pani" Bunsch zaprezentował się jako reżyser świadomy swego warsztatu, w dodatku tryskający pomysłami. Paradny jest pomysł powierzenia ról trzech kolejnych mężów Klary Piotrowi Michalskiemu (konwencja buffo wyjątkowo mu służy!). Idea słuszna – przecież dla Klary każdy z nich spełnia tę samą funkcję: ozdobną. Para ślepców-kastratów (Bogdan Smagacki, Maciej Sykała) również nie może nie spodobać się widowni. Grzegorz Wolf jako policjant o cechach faszystowskich i rozkoszna w swej głupocie reporterka telewizji (Dorota Lulka) to jedne z ciekawszych postaci, jakie spotkamy w Güllen.