Gabriela Pewińska

Opowieść o zwyczajnym szaleństwie

Dziennik Bałtycki, 2005-07-19

To opowieść o zwyczajnym szaleństwie czy niezwykłym szaleńcu? O romantycznym idealiście, odlotowym marzycielu czy chorym psychicznie czubku, którego dziś nawet nie zamknęliby w psychiatryku? Jakby tak rozejrzeć się wokół – świat nasz dzieli się na Don Kichote’ów i Sanczo Pansów. Na tych, którzy szaleją, i tych, którzy temu szaleństwu ulegają. Dobrze to czy źle? Wystarczy przyjrzeć się rzeczywistości, by stwierdzić – niestety: "rzeczywistość ma zawsze rację".
Scena Letnia w Orłowie. Wieczór, 16 lipca 2005 roku. Morze i niebo tworzą doskonałą scenografię. Doskonałą, bo najprostszą na świecie. I stworzoną bez pomocy sponsorów – co za ulga, że jest to jeszcze możliwe! Patrzę na to widowisko i myślę sobie: Kto wie czy najważniejszy w spektaklu nie jest czasem Sanczo Pansa (w tej roli Bogdan Smagacki). Bo najbardziej ludzki: głupio – mądry, chciwy, cwany, tchórzliwy, bliski nam współczesnym. Człowiek naszych czasów. Normalny, zwykły. A Don Kichote (Sławomir Lewandowski)? W bezwzględnym świecie rozpusty i zła nie jest nawet szaleńcem, jest po prostu idiotą. I jak to idiota – potwornie samotny. Marzycielski, błędny rycerz – chciałoby się rzec. Dziś byłby wariatem, na którym wyżywa się zły los. Załóżmy jednak, że to dziś właśnie warto iść śladem Don Kichote’a, to jest nie rezygnować z marzeń, tylko dlatego, że wokół roi się od Sanczo Pansów. Bo czyż sensem życia nie jest podążać do celu? Cóż po nim...
Oto teatr w teatrze. Furczą hiszpańskie falbany w barwnych kostiumach Zofii de Ines. Tekst Cervantesa cieszy, czasem rozczula, urzeka cudowna muzyka Janusza Grzywacza. Aktorzy ma się wrażenie, bawią się na tej orłowskiej plaży równie dobrze jak publiczność. Słowa uznania dla nich wszystkich, zwłaszcza dla Rafała Kowala (Kardenio), który – jak zawsze – z najmniejszej roli potrafi zrobić osobny, doskonały spektakl. Dla Mariusza Żarneckiego (Proboszcz) za genialną prostotę, dla Leona Krzyckiego (Książę, Don Fernando) za – nazwijmy to – oryginalność wyrazu, dla Doroty Lulki (Dorota), zwłaszcza za "Don Fernando". Dla Sławomira Lewandowskiego i Bogdana Smagackiego – to było ich święto.