Grażyna Antoniewicz

Miłość w ciapki

Dziennik Bałtycki, 2005-02-28

W Teatrze Miejskim w Gdyni grają "101 dalmatyńczyków". Ci, którzy znają film Walta Disneya, ciekawi byli jak twórcy spektaklu poradzą sobie z taką liczbą psów na scenie. Spieszę uspokoić, że poradzili sobie śpiewająco. Fabuła jest dziecinnie prosta, jak przystało na historię dla najmłodszych. Cruella de Mon milionerka i wielbicielka futer - postanawia powiesić w swojej szafie kolejne okrycie, tym razem z... dalmatyńczyków. W związku z tym porywa szczenięta. Na pomoc wyruszają rodzice piesków Pongo i Mimi... Uroczą parę kochających się dalmatyńczyków grają Beata Buczek Żarnecka i Piotr Michalski. Są naturalni, pełni ekspresji, wzruszający. Najwięcej emocji i entuzjazmu wzbudza jednak Cruella de Mon (Elżbieta Mrozińska). Kiedy na scenie w świetle reflektorów pojawia się złowieszczy demon w odlotowej peruce, obcisłym kombinezonie w lamparcie łaty i imponującym futrze, rodzice wstrzymują oddech. Na scenie rezyduje również stado szczurów. Gnieżdżą się one w londyńskich kanałach, do których przypadkowo trafiają Pongo i Mimi. Gryzonie zamierzając zjeść bohaterów, więc panie wciskają się pod fotel. Tymczasem zdarzenie to, o dziwo, nie budzi lęku maluchów. Rozbawione dzieci spokojnie przyjmują dramatyczne zwroty akcji. Gorąco oklaskują komputerowych drani- Dariusza Siastacza i Grzegorza Wolfa. Atutem przedstawienia jest niewątpliwie aktorstwo. Nawet Dorota Lulka walczy jak karateka. Ciekawą scenografię zaprojektował Aleksander Maksymiak. Błyszczące złote schody wędrują w ciemnościach po scenie. Piękne kostiumy to dzieło Elżbiety Terlikowskiej. Adaptacja, teksty piosenek są dziełem Jerzego Bielunasa, który spektakl wyreżyserował. Widownia była zachwycona.