Łukasz Rudziński

Wyobraź sobie „Fantazy”

trojmiasto.pl, 2010-03-06

Najnowszy spektakl Teatru Miejskiego "Fantazy" łączy dwa rodzaje teatru - teatr dramatyczny i słuchowisko radiowe. Ten niecodzienny związek nie jest jednak mezaliansem, a nadspodziewanie zgodnym małżeństwem.

Piotr Cieplak, reżyser gdyńskiego przedstawienia, jest gwarancją rzetelnego i niesztampowego spektaklu. Tym razem zaproponował klasykę - mało znany tekst Juliusza Słowackiego "Fantazy", przeczytany przez niektórych aktorów z kartką w ręku, bardzo wiernie i bez większych skrótów. Efekt? - najlepszy spektakl Teatru Miejskiego od kilku lat.

Tekst Słowackiego od współczesnej polszczyzny oddziela "ściana lasu". Cała sztuka polega więc w tym, aby losy Respektów, Fantazego, Idalii, Jana i Dianny przedstawić w sposób czytelny dla widza, nie gubiąc przy tym urody języka użytego przez naszego narodowego wieszcza. Dlatego zamiast inscenizacji dramatu, oglądamy inscenizację słuchowiska transmitowanego przez Radio Gombrowicz.

Za szybami studia nagrań obserwujemy nieśpieszną krzątaninę grupki ludzi, którzy najwidoczniej zbyt wcześnie rano musieli przyjść do pracy. Witają się, ziewają, szwendają po studiu radiowym, piją kawę. Ożywienie w ich poczynania wprowadza zapowiedź zbliżającego się słuchowiska przez (znajdującego się w przyległej do studia budce) spikera radiowego (Mateusz Ławrynowicz). Okazuje się, że nie ma jednego z biorących udział w słuchowisku bohaterów - Kajetana. Spiker stara się zyskać na czasie sprzedając słuchaczom nieświeże grepsy, a rolę Kajetana bierze na siebie Major (Eugeniusz Krzysztof Kujawski), zawodząc kwestie służącego Respektów falsetem.

Aktorzy wyglądają zwyczajnie (z wyjątkiem Małgorzaty Talarczyk - Respektowej, której włosy, mówiąc delikatnie, pozostają w artystycznym nieładzie). Stoją przed nami w normalnych ubraniach i odgrywają "Fantazego" w na wpół surowej wersji - głównie wypowiadając swoje kwestie do mikrofonów. Ten nietypowy rodzaj aktorstwa, sprowadzonego do deklamacji wiersza Słowackiego i imitowania dźwięków, jakie wydobywane są podczas dramatu przez bohaterów (otwieranie skrzypiących drzwi, kroki po dziedzińcu i po posadzce), sprawdza się doskonale. Tym bardziej, że aktorzy przełamują ascetyczną formę recytacji i odgrywają niekiedy gesty swoich postaci, wzbogacając spektakl o dodatkową ekspresję.
Cieplak wydobywa bogactwo fraz Słowackiego, a aktorzy Teatru Miejskiego zaskakują świetną dykcją i przejmującą interpretacją. Dzięki muzycznemu wręcz wyczuciu tekstu i rewelacyjnej intonacji, Dorota Lulka z dość płaskiej u Słowackiego intrygantki Idalii tworzy pełnokrwistą, złożoną postać upokorzonej, kochającej, pełnej ludzkiego ciepła kobiety. Długo brzmi w uszach pełen pasji monolog zhańbionej, przehandlowanej za pieniądze Fantazemu Dianny (Olga Barbara Długońska), wypowiedziany przez aktorkę do mikrofonu ponad niewzruszonym Fantazym (Dariusz Siastacz). Swobodna i naturalna w roli energicznego podlotka - Stelli - jest Katarzyna Bieniek. Wreszcie zapatrzeni w pieniądze i zanurzeni w hipokryzji do końca spektaklu są Respektowie (Sławomir Lewandowski i Małgorzata Talarczyk).

Klasą dla siebie pozostaje jednak Eugeniusz Krzysztof Kujawski. Rola Majora jest kreacją mistrzowską, jakiej nie powstydziłyby się największe tuzy polskiej sceny. Kujawski nie tylko świetnie radzi sobie z "gadżetami" wywołującymi efekty dźwiękowe, ale też rewelacyjnie interpretuje tekst Słowackiego. Finałowy monolog Majora Kujawski podaje z mocą doświadczonego, w pełni świadomego, gasnącego człowieka. Prostym gestem i precyzyjnie zaakcentowanym słowem podkreśla piękno języka Słowackiego i jego ogromne emocjonalne bogactwo.

Jednym przykrym zgrzytem "Fantazego" jest jego radiowa rama. Reżyser chciał skonfrontować świat Słowackiego z naszą rzeczywistością (widocznym za wielkim "oknem" w tle sceny), która w tym zestawieniu nie wytrzymuje porównania, bo też w spektaklu Cieplaka nie ma na to szans. Radio Gombrowicz jest nie tylko tandetne, ale też prostacko banalne (nawiązania do "Ferdydurke", zagadywanie słuchaczy o "herbatkę, kawkę i siku"). Interesujący pomysł na konkurs "o co chodzi w pierwszej kwestii dramatu?" rozgrywany jest na żenującym poziomie. Mateusz Ławrynowicz jako spiker dostał więc niewdzięczną rolę niezbyt śmiesznego błazna.

Najnowszy spektakl Miejskiego jest popisem aktorskim, bo mimo nietypowego, "radiowego" grania cały zespół radzi sobie bardzo dobrze. "Fantazy" przekonuje, że XIX-wieczny tekst może brzmieć aktualnie, przejmująco i mieć wielką siłę rażenia bez specjalnych uwspółcześnień. Trzeba po prostu wiedzieć jak to zrobić. Tylko (i aż) tyle.