Łukasz Rudziński

Klasyka bez uwspółcześnień

trojmiasto.pl, 2019-12-15

Akcję dramatu umieszczono w uniwersalnej przestrzeni pracowni malarskiej, inspirowanej fragmentem "Oleszkiewicz" z "Dziadów cz. III, Ustęp". Reżyser wspólnie ze scenografem Markiem Braunem wywiedli z niej postać malarza, którego zwać się powinno guślarzem, bo "dawno od farb i pędzla odwyknął: Bibliję tylko i kabałę bada". Właśnie dlatego guślarz trzyma w ręce pędzel - broń, którą opędza się przed marami podczas odprawianych przez niego dziadów. Podczas tyrad bohatera stara się przecież odmalować Polskę taką, jak być powinna i jaka mu się marzy.
Ten pomysł determinuje scenografię spektaklu, zaaranżowaną jako pracownia malarska ze sztalugami, z efektownie podświetloną ścianą z pleksi w tle, stanowiącą konstrukcję, w której oglądać będziemy wiele różnych postaci z ruchomymi drzwiami, przez które wchodzi i wychodzi część bohaterów. By zdynamizować akcję, na widowni Dużej Sceny poprowadzono podest umożliwiający aktorom szybkie dostanie się na scenę, co znajduje swoje uzasadnienie szczególnie w momencie pojawienia się Gustawa (cz. I) oraz w scenie więziennej (cz. III).
Z lekturową dokładnością zaprezentowany zostaje obrzęd dziadów (cz. II). Przywołane zostaje Widmo Złego Pana (Rafał Kowal), duchy dzieci Józia i Rózi oraz marę Zosi (Weronika Nawieśniak), po którym nadjedzie Gustaw.
Grany przez Piotra Michalskiego bohater intryguje i ciekawi. W rozmowie z księdzem (cz. IV) najdobitniej brzmi słynny monolog: "Kobieto, puchy marny..." zbolałego, doświadczonego przez los, odrzuconego kochanka. Właśnie w wymiar relacji międzyludzkich - zarówno Gustawa z niedoszłą ukochaną, z księdzem, którego odwiedza po nocy, jak i z Bogiem podczas najsłynniejszego fragmentu "Dziadów", czyli Wielkiej Improwizacji - zdaje się interesować reżysera najbardziej. Pewnie dlatego również scena więzienna pełna jest związanego z Bożym Narodzeniem ciepła i optymizmu, pomimo działającego na wyobraźnię stanu jednego z więźniów - Tomasza (Krzysztof Berendt).
Do czego już Krzysztof Babicki przyzwyczaił widzów Miejskiego - akcję uzupełnia oszczędna, czasem przesadnie ilustracyjna, ale ciekawa w brzmieniu muzyka Marka Kuczyńskiego, O kostiumy utrzymane w stonowanych kolorach (wyłączywszy krzykliwe kreacje dam podczas balu u Nowosilcowa) zadbała Hanna Szymczak (prawdziwą perełką jest kontrastująca z pozostałymi bardzo "kusząca" kreacja ducha Zosi). Światłem umiejętnie operuje Marek Perkowski.
Siłą tego spektaklu jest aktorstwo, budowane przede wszystkim z zapadających w pamięć epizodów. Wyróżnia się Beata Buczek-Żarnecka epizodem sowy. Dużo ożywienia wnoszą nowi aktorzy Miejskiego - bardzo dobra w roli Zosi i panny Weronika Nawieśniak oraz bardzo plastyczny w środkach wyrazu Krzysztof Berendt (wyrazisty w praktycznie wszystkich swoich epizodach).
Bardzo wiarygodnie rozpacz Rollisonowej odgrywa Monika Babicka, a senator Nowosilcow Szymona Sędrowskiego przechodzi metamorfozę od żałosnego klauna do zimnego, cynicznego władcy (...) Spektakl Miejskiego sprawdzi się zarówno jako przedstawienie adresowane do szkół, jak i propozycja dla każdego, kto oczekuje klasyki bez natrętnych, zazwyczaj banalnych uwspółcześnień. Reżyser umiejętnie prowadzi akcję i aktorów w rejony, które go interesują - szczególnie te związane z relacjami między bohaterami (...)

Zobacz źródło ››